Dzisiaj jest: 18.11.2018, imieniny: Klaudyny, Romana, Tomasza

Pomóż mamie Kacpra wrócić do domu

Dodano: miesiąc temu Autor:

Nie wiem, ile jeszcze czasu mi zostało, ale jedno jest pewne, muszę spróbować przeżyć, kolejny już raz! 

Pomóż mamie Kacpra wrócić do domu

5 lat temu wygrałam! Wygrałam właśnie te 5 lat, które mogłam poświęcić dla mojego najwspanialszego dziecka. Teraz mam 39 lat, kiedy przyszedł nowotwór, byłam młoda, pełna nadziei i sił do walki. Wtedy tkwiłam w świadomości, że wygram, walczyłam jak lwica i wygrałam – te 5 lat! Teraz jest inaczej, żyję z nową informacją – przerzuty do kości i nową świadomością – nie wygram walki z rakiem, ale mogę znów kupić trochę czasu!
Nie dożyję do czasu, aż mój synek będzie zakładał rodzinę, ale kupię piękne chwile i czas, dzięki któremu on kiedyś będzie wyjątkowym człowiekiem, który ma piękne wspomnienia z mamą.

Nowotwór nie zabierze mi już nawet tygodnia. Zbyt wiele czasu mu poświęciłam. Skoro leki działają, skoro mogę rano wstać i wyjść z domu, to będę to robiła codziennie. Wykorzystam każdą chwilę, w której rak o mnie zapomni.
W 2013 roku śmiertelnie bałam się raka, przerażała mnie ta cała procedura leczenia. Chemioterapia zabrała włosy, operacja zabrała siły, pewność siebie i wolę walki, później było naświetlanie i terapia hormonami. Potrzebowałam czasu, by po takim ostrzale wrócić do siebie – wróciłam!
To był test wytrzymałości dla organizmu i dla psychiki. Nie mogłam się rozsypać, bo w domu ktoś na mnie czekał. Nie mogłam leżeć i czekać, bo w domu czekał ktoś o wiele bardziej – mój synek nie mógł przejąć części mojej choroby, nie mogłam mu tego zrobić...
Wróciłam do normalnego życia, do chwil, które są tylko nasze i które takie pozostaną. Przerwał nam ból – który pojawił się nagle…

Zdanie, od którego zaczyna się kolejny etap walki o kawałek życia – “Mama musi iść do szpitala na leczenie”. Tyle mu wystarczy, nic więcej nie potrzeba. W szpitalu badania i mina lekarza, jak dobrze mi już znana – mam przerzuty na żebro.

Nie będzie już żadnej operacji, nie będzie walki z wiatrakami.
Chcę się teraz na poważnie zająć życiem, takim, które toczy się blisko najważniejszych osób w moim życiu – męża, synka…
W poradni bólu zrobią tak, bym czuła się lepiej, bym rano mogła wstać i iść do pracy. Czasami jest gorzej, jak w chwili, gdy opioidy zaczęły działać, a ja nie mogłam utrzymać się na nogach. Czasami jest bardzo dobrze, tak że cały dzień się uśmiecham.


Leczenie paliatywne to nie tylko koniec życia, choć pewnie większości się tak kojarzy. Wracam do domu, to po to, by być żoną i matką, a nie własnością raka, który będzie ze mną robił to, co tylko chce. Zaproponowano mi leczenie, które da mi życie – propozycja nie do odrzucenia.
Bardzo droga terapia, na którą nie mam pieniędzy. Będę pracować, ale nie zarobię na leczenie, będę funkcjonowała na najwyższych obrotach, ale potrzebuję pomocy. Nie wiem, czy mam rok, czy tylko kilka miesięcy. Bez względu na to, ile czasu jest przede mną, wiem, jak go wykorzystam i jak zaplanuję każdą godzinę.

Pieniądze, których potrzebuję, by kupić sobie czas, to ogromna kwota na pierwszy etap leczenia, lekiem Ibrance. Przyjmuje lek raz na 4 tygodnie, potem zapominam, że jestem chora, wypieram to, bo mam dla kogo żyć.
Nie wiem, ile jeszcze czasu mi zostało, ale jedno jest pewne, muszę spróbować przeżyć, kolejny już raz! Za każdą pomoc dziękuję…



Małgorzata

Wesprzyj zakup potrzebnego leku:

 
Polecane
Zapisz się do newslettera:
Wyrażam zgodę na dodanie mojego adresu e-mail do Lubońskiego systemu powiadomień o zagrożeniach - ALERT LUBOŃ